O MARZENIACH

KIEDY MARZENIE STAJE SIĘ CELEM, A CELE ZOSTAJĄ OSIĄGNIĘTE

Marzenia. Bez nich jesteśmy smutni, a często brakuje nam sił by działać. Moje marzenia stały się moimi celami, które realizuję. Przemierzając świat, często spotykam Osoby, które myślą podobnie. Jedną z nich jest Weronika, która ze strefy marzeń przeszła do działania! Realizuje wysoko postawione cele i wychodzi jej to znakomicie. O swoich zrealizowanych już marzeniach opowiada w tekście poniżej. Zachęcam do lektury!

Weronika Flis z Bloga moyemu.com

Weronika Flis – Moyemu.com

Specjalistka życia #PoMoyemu. Właścicielka studia kreatywnego Moyemu, dba o fotograficzną stronę biznesów, projekty graficzne firm i bloguje o swojej pracy, pasjach i życiu. Prywatnie spełnia się jako mama i partnerka.

Miejsca, gdzie znajdziesz Weronikę w internecie to jej Blog oraz Instagram. Koniecznie również zajrzyj do Sklepu moyemu.com.

Każdy je ma. Niektóre są duże, niektóre małe, choć i tak jedno i drugie pojęcie zawsze jest względnym. Czasem pokrywają się z naszymi potrzebami, czasem zupełnie od nich odbiegają. Niektóre są tymi życiowymi i sięgają szczytu naszych możliwości, przy innych – całkiem przyziemnych i codziennych. Wiesz, że idziesz w dobrym kierunku, kiedy marzenie staje się celem, a sukces czujesz pod palcami, stawiając pierwsze kroki w ich realizacji. Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia. Ja spełniam, a Ty?

Pomysł na życie

Wybierając kierunek studiów nie do końca wiedziałam, co chcę robić w życiu. Byłam pewna, że nie zabraknie w nim fotografii, że może to faktycznie będzie coś związanego z dziennikarstwem, na które ostatecznie się zdecydowałam. Miałam myśl, żeby połączyć jedno z drugim i zająć się fotoreportażem.

Ten wstępny, ale pierwszy konkretny pomysł odrzuciłam już w trakcie odbywania stażu w redakcji jednego z lokalnych tytułów. Paradoksalnie podobała mi się praca nad tekstami, wzbogacanie ich o własne zdjęcia, działania w terenie. Czegoś jednak mi w tym wszystkim brakowało. Teraz wiem czego. Mnie.

Na studiach zaczęłam tworzyć bloga. Zaczynając od My small big creation utwierdzałam się w przekonaniu, że chcę działać na swoim, sterować swoją pracą, wykorzystywać maksymalnie swoją kreatywność i realizować projekty, które będą zgodne z moją artystyczną duszą.

Zostać Mamą

Założenie rodziny od zawsze było moim największym marzeniem. Czułam, że bycie mamą to moja życiowa rola i chciałam wreszcie móc w niej wystąpić. Swój mały Cud wzięłam na ręce mając niecałe 22 lata. Ile bym marzeń jeszcze nie spełniła, wiem, że najważniejsze mam już za sobą.

Choć nigdy nie brakowało mi motywacji w osiąganiu celów, Syn sprawił, że siła do działania wzrosła kilkukrotnie, i wiedziałam, że kolejne marzenia są jak najbardziej poprawne, możliwe do zrealizowania i czekają jedynie na wyznaczenie daty wykonania.

Na obronę pracy licencjackiej szłam już w dwupaku. W głowie miałam jasną wizję swojej przyszłości, a razem z nią ogrom obaw, czy uda mi się dopiąć swego i stworzyć swoje studio kreatywne. Moja mama nie popierała mojego pomysłu i namawiała mnie na magisterkę. Nikt z bliskich osób tak naprawdę nie rozumiał, czym się zajmuję i jak zamierzam to przekuć w wymarzoną pracę. Z perspektywy czasu wiem, że ten brak wsparcia wynikał z mojego niewłaściwego sposobu definiowania marzeń i tego, że nie mówiłam o tym głośno i otwarcie.

Była jednak jedna osoba, która wierzyła we mnie bardziej niż ja sama. Mój partner, najlepszy przyjaciel, Ojciec mojego Syna. To dzięki niemu i jego wsparciu odważyłam się ruszyć na poważnie z biznesem. Zorganizowaliśmy pieniądze na start, zainwestowaliśmy w mój sprzęt do pracy, a tuż po porodzie ustaliliśmy kwestie związane z opieką nad Mikołajem.

Własna firma

Wcześniej działałam jako freelancerka. Zajmowałam się przede wszystkim fotografią i blogowaniem, choć jeszcze wtedy myślałam o blogu jako dodatku, formie wyżycia kreatywnego, a teraz stał się on częścią biznesu. 11 lipca 2018 roku otworzyłam firmę. Mikołaj miał wtedy 4 i pół miesiąca. Na samym początku strach o (nie)powodzenie mojego przedsięwzięcia nasuwał jedynie myśl: coś Ty najlepszego zrobiła, kobieto… Teraz wiem, że to był najlepszy krok do realizacji marzeń, jaki mogłam wykonać.

Choć na około trąbię o tym, jak bardzo cenię sobie działanie według własnych zasad, wbrew tym ogólnie uznanym i polecanym, zwyczajnie #PoMoyemu, postanowiłam jednak zabrać się za to przedsięwzięcie w najlepszy możliwy sposób. Stworzyłam dalekosiężny plan, obszerną strategię, spisałam pomysły na produkty i usługi, dopracowałam oprawę graficzną (choć identyfikację wizualną w przeważającej większości miałam gotową już dużo wcześniej). Początkowo realizowałam zlecenia wyłącznie w ramach stałych współprac, które rozpoczęłam jeszcze przed narodzinami Mikołaja i otwarciem firmy. Dopiero po pewnym czasie doszli nowi klienci. Wtedy, kiedy miałam pewność, że faktycznie jestem gotowa na cięższą pracę.

W momencie otwarcia firmy ogólny zamysł był taki, że moja działalność będzie opierała się na fotografii i blogowaniu. Nawet nie przypuszczałam, że już kilka miesięcy później będę pracować nad poszerzaniem oferty! Teraz do tych dwóch elementów doszły kolejne, a ja muszę ustawiać klientów w kolejce, bo mimo ogromnej pomocy bliskich i niani, nie jestem w stanie ogarnąć zleceń w takim czasie, w jakim bym chciała.

Nieustanny rozwój

Do oferty Moyemu wskoczyło sporo nowych pozycji. Aktualnie podejmuję także zlecenia z zakresu projektowania graficznego i tworzenia stron www. Udostępniam firmom kompletny pakiet dla ich działalności, obejmujący sesje biznesowe, budowanie ich miejsc w sieci, tworzenie pełnej identyfikacji wizualnej wraz z logo oraz przygotowanie materiałów marketingowych.

To, co zawsze było dla mnie najważniejsze, to nieustanny rozwój. Zależy mi, aby ciągle iść do przodu, zdobywać nowe umiejętności i doświadczenie, doskonalić już nabyte i wykorzystywać to w pracy i prywatnym życiu.

Równowaga życiowa

Połączenie życia rodzinnego i zawodowego, a na dokładkę dbanie o regularne postępy w rozwoju osobistym i siebie jako kobietę, to szalenie trudne zadanie. Zanim uświadomiłam sobie, że jest to wykonalne pod pewnym warunkiem, byłam pełna nerwów, rozżalenia i pretensji do siebie. O jakim warunku mówię?

Świadomość, że nie musimy być perfekcyjne na każdym polu, a w zupełności wystarczy nam bycie dobrą. Dobrą na tyle, na ile nam się udaje. Na tyle, na ile czas i możliwości pozwalają. Na tyle, na ile czujemy, że możemy. Kobiety, a mamy szczególnie, wpadają w błędne przekonanie, że we wszystkim muszą być najlepsze i żadna z życiowych ról nie może być zaniedbana choćby w minimalnym stopniu.

Moja mama zawsze powtarzała, że po pierwsze: jest człowiekiem, po drugie: kobietą, a dopiero później mamą, pracownikiem, przyjaciółką i kimkolwiek innym. Choć na co dzień raczej nie da się rozdzielić tych osób wewnątrz nas, to warto pamiętać, że świat się nie zawali, jeśli czasem odpuścimy, przełożymy coś na później lub zrobimy w dłuższym czasie.

Pierwsze przeziębienie Mikiego było dla mnie tragedią narodową, bo nie byłam w stanie pracować ze zmęczenia. Bałam się, że firma na tym ucierpi, stracę klientów i ciężko mi będzie wrócić do pracy od nowa. Mimo bólu głowy i powiek trzymanych na zapałkach siadałam do komputera, byle obrobić wszystkie zdjęcia na czas i odpisać na wszystkie maile. W rzeczywistości praca tak czy siak stała w miejscu, bo zmęczenie nie pozwalało mi na kreatywne działanie, a ja zamiast kłaść się spać i odpoczywać, marnowałam czas na bezproduktywne gapienie się w ekran, nie robiąc tak naprawdę żadnych postępów.

Teraz dostosowuję się do naszej codzienności. Kiedy Mikołajem zajmuje się tata lub niania, staram się zrobić tyle, ile tylko mi się uda i poświęcam się wtedy tym zadaniom, które są najważniejsze, mają swoje deadline’y, wymagają największego skupienia i nie powinny zostać przerwane w trakcie. Drzemki syna to czas na te punkty z listy, które mogą w razie pobudki poczekać na późniejsze dokończenie, jak np. pisanie artykułów, odpowiedzi na niektóre maile, publikowanie postów w social mediach czy obróbka zdjęć.

ZAMIEŃ MARZENIE NA CEL I SPEŁNIJ JE!

Ufaj swojej intuicji.

Najlepiej wiesz, które marzenia są warte zrealizowania, jakie są Twoje potrzeby i czy faktycznie jedno z drugim się pokrywa. Słuchaj swojego wewnętrznego głosu (nie tylko krytyki!). Bój się, ale działaj. Jeśli Twoje ja Cię hamuje i ogranicza, postaraj się wyjść z siebie i spojrzeć na wszystko z boku, a zyskasz pewność, że marzenia są warte realizacji i przede wszystkim możliwe do osiągnięcia.

Doceniaj wsparcie i dobre dusze, które w Ciebie wierzą.

Spełniajcie razem te marzenia, które są Waszymi wspólnymi. Jeśli się różnią, wspieraj i oczekuj wsparcia. Pomoc najbliższych dodaje skrzydeł, a z nimi każde marzenie możesz nazwać celem i wziąć się za wykonywanie planu. Wystarczy wierzyć w siebie, pozwolić na to innym i wierzyć w nich także. Uwierz mi, wszyscy wtedy osiągną górny poziom szczęścia!

Bądź optymistyczną realistką.

Często z góry zakładamy, że coś jest nieosiągalne. To błędne myślenie obniża naszą pewność siebie i ciągnie za sobą coraz to więcej czarnych myśli, nawet dotyczących tych najprostszych życzeń do spełnienia. Z drugiej strony, nie wierz w te przekonania z zewnątrz, że możesz wszystko. Nie możesz i dobrze jest mieć tego świadomość. Musisz znaleźć złoty środek. Realny optymizm pozwoli Ci dobrze oszacować swoje możliwości i osiągnąć wszystkie cele, które faktycznie mieszczą się w ramach Twoich sił i szans.

Nigdy nie rezygnuj.

Z marzeń oczywiście. Z realizacji - jeśli tylko czujesz, że nie podołasz (i jest to poparte konkretnymi argumentami) lub zmienia się Twoje myślenie - owszem. Ale nigdy z posiadania marzeń, dążenia do ich spełnienia i spełniania tych, które mają najważniejsze osoby w Twoim życiu.

Przekuwaj marzenia w cele.

Wyznaczaj konkretne daty ich realizacji i planuj, aby później ten plan realizować, a co za tym idzie - spełniać marzenia.

Dziękuję Ci Weroniko za piękny tekst o Twoich marzeniach. 

Mam nadzieję, że zostanie on w Twojej pamięci Drogi Czytelniku oraz da wiele motywacji na drodze przeistaczania marzeń w zrealizowane cele!

 

PS. Te piękne fotogeafie w treści artykułu są dziełem Weroniki! Jeśli przypadły Ci do gustu i widzisz je w swoim biznesie on–line lub na blogu – te oraz inne zdjęcia są dostępne w Sklepie Moyemu.com

Dziękuję Ci za przeczytanie moich treści!  Ja i Mój Gość poświęciliśmy mnóstwo czasu, tworząc je dla Ciebie. Dlatego będzie nam miło, jeśli dasz nam informację zwrotną w komentarzu! 

  • Nie zapomnij o pozostawieniu komentarza – Twoje zdanie jest dla mnie ważne. Czytam je wszystkie i biorę do serca!
  • Podziel się linkiem do tego artykułu – podziel się tym artykułem z innymi! Udostępnij go swoim znajomym.
  • Dołącz do mnie na instagramie i facebooku  oraz odwiedź mojego Gościa – zyskasz porcję motywacji i pozytywnej energii!
Podaj dalej!